1. Milonga współczesna czy tradycyjna?


Fot. 1. Orquesta Tipica Vicente Greco, 1915. Wtedy komponowano i grano tango.

Fot. 2. Orquesta típica "Julio de Caro" ok. 1930. Wtedy też komponowano i grano tango.

Fot. 3. Orchestra La Juan D'Arienzo, ok. 2012. Wtedy nadal komponowano i grano tango.
https://goo.gl/yRRY9e
Ta strona jest już dostosowana i użyta w tutorialu 

Jak naprawdę wyglądała milonga w czasach "Złotej Ery"?

Wielu, zwłaszcza w Polsce, uważa za "tradycyjną milongę" taką, gdzie gra się tylko tanga, walce i milongi Złotej Ery. Nie mam nic przeciwko takim milongom, jednak powiedzmy sobie otwarcie: użycie w tym kontekście określenia "tradycyjna milonga" jest zwyczajnie nieadekwatne. Oto dlaczego.

Mistrz Alberto Podesta (ur. 1924) tak opisuje milongi Złotej Ery Tanga: "tysiąc osób, tani wstęp, tylko muzyka na żywo, muzyka: 50% tango/tangowalc/milonga" oraz 50% "wszelkiej innej popularnej" w 30-40-minutowych blokach".
Wziąwszy zatem pod uwagę realia tamtego okresu - ja znam ledwie jedną tradycyjną milongę w Polsce (i jest uważana za skrajnie nietradycyjną ;-). Trzeba by było postawić pytanie: co takiego dzisiaj powinno wypełnić te 50% nietangowego czasu, żeby milongę można było uczciwie nazwać tradycyjną:
  • muzykę nietangową tamtych lat?
  • nutango/neo/electrotango?
  • muzykę nietangową popularną dzisiaj?

Milonga z tangiem wyłącznie sprzed lat pięćdziesiątych: elitarna czy niszowa?

 Ubóstwiam niektóre stare tanga, odwiedzam milongi, na których gra się wyłącznie starą muzykę, sam gram ją na milongach w znakomitej większości, jednak twierdzę, że spotykane nader często przedstawianie "wieczorów tylko dla miłośników starej płyty" jako "jedynych prawdziwych milong" jest jedną z decydujących przyczyn, dla których tango argentyńskie w Polsce (bo przecież nie wszędzie) jest niszowe.
Nie należy też mylić pojęć "niszowy" i "elitarny". Garstka nawiedzonych (niekoniecznie tangueros), traktowanych przez resztę społeczeństwa jak nieszkodliwa sekta, chętnie uznaje małą liczebność swojej populacji za dowód elitarności, ale to bardzo zwodnicze kryterium. Niska populacja może być równie dobrze poczytywana za objaw niskich umiejętności znalezienia zrozumiałego języka komunikacji z otoczeniem lub - co gorsza - za brak chęci szukania go.

Ja sam "wpadłem w tango" dzięki Piazzolli, a na początku swojej tangowej drogi uważałem milongę wypełnioną samą tylko starą muzyką za stracony, po prostu. Gdyby nie bogatsza stylistycznie muzyka na milonga bardziej otwartych na młodszą muzykę, z pewnością nie byłbym dziś tangouzależniony, ale raczej tangozniechęcony.
Podobnych życiorysów tangowych sam znam wiele.

Zatem jaka muzyka?

Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. W naprawdę dużych lokalnych środowiskach tangowych (a z ogromną dozą optymizmu w Polsce można ostrożnie wskazać może i dwie takie metropolie) - mogą w naturalny sposób egzystować specyficzne miejsca, gdzie proponuje się jakiś zamknięty podzbiór tangowej galaktyki muzycznej - np. tylko Złotą Erę, tylko nietango etc.
Wydaje się jednak, że role DJ-a: i ta podstawowa: dostarczanie usługi rozrywkowej - tak!, i pozostałe, nie do uniknięcia role: edukacyjna i animatorska -  stawiają przed DJ-em zadanie dostarczenia tancerkom i tancerzom muzyki możliwie zróżnicowanej - w wielu znaczeniach tego słowa. Nie sposób jedną tandą zadowolić wszystkich, ale już dostarczenie radości każdemu którąś tandą - jest możliwe i bardzo obiecujące.
Doświadczenie uczy, że da się grać tak, aby
  • pomnażać zastępy nowych adeptów tanga powoli i naturalnie ewoluujących od jego bardziej awangardowych form w kierunku starego dobrego kanonu

    i jednocześnie

  • łagodzić obyczaje starych wyjadaczy, którzy nie tylko potrafią tolerować lub akceptować nawet kilka niestandardowych tand, ale nawet znaleźć przyjemność w tej ożywczej odmianie.
Tango ma moc łagodzenia obyczajów i łączenia. W płaszczyźnie stylistycznej też!